niedziela, 9 października 2011

Terminal w Moskwie

Przylecielismy do państwa wódki, kawioru i "zbrodni i kary". Nie jest prawdą, że rosjanie dużo piją - jedynymi pijacymi jesteśmy my. Niech się sąsiedzi więc uczą.
Minęła noc na moskiewskim lotnisku, które  przesycone jest butkiami z alkoholem, perfumami oraz lunch boxami. Można się w nich, za jedyne 20 zł, napić kawy. Taniej można wypić piwko - jesteśmy więc na kofeinowym glodzie. W nocy oprócz nas nie zaglądnął tu nawet pies z kulawą nogą - pewnie dlatego, że jest to lotnisko... ;)

Spotkaliśmy Sławka, który opowiedział nam o Indiach - spędził tam ponad rok - nie przekonał nas jednak do ułożenia planu podróży. Nadal nie wiemy co robić po przylocie.
Noc spędziliśmy na "lezance", na która składała się wykładzina oraz towarzystwo Jacka Soplicy, którego na radzieckie ziemie przemycilismy z Polszy. Czujemy się jak Tom Hanks z filmu "Terminal" tyle, że nam uda się z niego wydostać już za 3 godziny.

Kolejny przystanek to Delhi. Ladujemy o 2:50 czasu indyjskiego.

До свидания

0 komentarze: