W niedzile w nocy wyladawalismy w Delhi. Juz sama droga z lotniska do hotelu, gdzie czekala na nas Karo, pokazala nam, ze 90% spoleczenstwa Indii zyje w ubostwie i biedzie to rzeczywiscie prawda. Nastepnego dnia po poznym sniadaniu poznawalismy miasto, a dokladnie dzielnice Paharganj. Korzystajac z pomocy rzadowego biura podrozy (gdzie wynajem 60 m2 kosztuje 100 tys dolarow ;)), udalo nam sie ustalic glowne cele naszej podrozy. Nastepnego dnia rano podjechal nasz prywatny kierowca Japal - mistrz kierownicy, mistrz fotografii, mistrz gotowania, mistrz podrywu i wszelakich czynnosci wykonywanych w indiach, posiadajacy zone, trojke dzieci i piec dziewczyn. Ruszylismy biala tata w strone Jaipur. Nie zaplacilismy za klimatyzacje, wiec nie zostala wlaczona.
W Jaipur zwiedzilismy dwa forty, odwiedzilismy fabyrke tkanin, bizuterii oraz stolowalismy sie w lokalnych barach mlecznych ;). Wszystkie te miejsca pokazal nam Japal. Zabral nas on rowniez do swoich przyjaciol, ktorzy ugotowali dla nas pyszna kolacje i cieplo ugoscili nas w swoim domu.
Nastepnego dnia rano ruszylismy w strone Agry, zwiedzajac po drodze miasto widmo - Fatehpur Sikri. W Agrze pozegnalismy naszego kierowce, wymieniajac sie adresami, po czym ruszylismy w "samotna" wedrowke z plecakami w poszukiwaniu hotelu. Wieczorem udalo nam sie zwiedzic Taj Mahal - jeden z siedmiu cudow swiata. O 6 rano wdrapalismy sie na dach naszego hotelu, skad podziwialismy niesamowity Taj Mahal w swietle wschodzacego slonca.
Przy robienu zakupow trzeba uwazac, gdyz bialy czlowiek jest latwym celem dla tubylcow i ceny jakie dostaje sa o wiele wiele wyzsze. Nauczylismy sie tego szybko i po kilku dniach juz nie przeplacalismy 10 razy tylko 2 :)
W miastach poruszamy sie za pomoca riksz rowerowych jak i mototorowych, zwanych tuktuk. Za 1,2 zl mozna przejechac pol miasta. Samo poruszanie sie po miescie jest jeszcze trudniejsze niz w Istambule. Wiekszy ma pierszenstwo, a bez klaksonu lepiej nie wyjezdzac na ulice. Trzeba rowniez uwazac na krowy i kozy znajdujace sie wszedzie. Na kazdym kroku jestesmy zaczepiani slowami "Excuse me Sir", "Excuse me Madam", "good price", "where are you from Sir?", ...
Dzisiaj nocnym pociagiem jedziemy do Varanassi.
Nie mamy za bardzo czasu na pisanie wpisow, gdyz co chwila jest przerwa w dostawie pradu i komputer sie wylacza:) poza tym mamy jeszcze tyle do zobaczenia, ze kazda minuta sie liczy
piątek, 14 października 2011
Delhi - Jaipur - Agra
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz