Indyjskie koleje. Tak jak wspominalismy, z cala luboscia dalismy sie naciac. Zamiast czteroosobowej sypialnej kabiny - 8-smio osobowa czesc wagonu z lezankami. Oczywiscie wszystkie nasze miejsca zajete - srednio przecietnie 5ciu indian (w sensie lokalsow) na jedna lezanke. Rozpoczelismy wiec walke bialego czlowieka z najezdzcami naszych lezanek. Po krotkich bojach udalo nam sie zajac miejsca lezace. Ostateczne watpliwosci pomogl rozstrzygnac odpowiednik naszych SOKowcow - to niesamowite jakie powazanie ma czlowiek z dwa razy wiekszym od siebie karabinem ;)

Varanassi - duchowa i religijna stolica Indii. To tutaj spotkac mozna smiesznych kolesi z dlugimi brodami, paznokciami, noga za glowa lub w innych ciekawych miejscach. Oprocz tego, Varanassi slynie z palenia zwlok i wrzucania ich z powrotem do Gangesu - swietej rzeki. Ciekawa perspektywa oczyszczenia po smierci. Moze nie bylo by to tak szokujace, gdyby kolo wrzucanych zwlok nie kapaly sie zwierzeta (nieustalonej "marki" krowopodobne stworzenia), a zaraz obok nich, myjacy sie ludzie, robiace pranie kobiety. Naszym idolem jest jednak wlasciciel lodzi - ktora plynelismy podziwiac romantyczny zachod slonca nad plywajacymi zwlokami - ktory w ramach relaksu pil wode wprost ze swietej rzeki.
Dzisiaj nocny pociag do Goratpur (mysle, ze tym razem od razu rozpoczniemy od wezwania Hinduskiej wersji G.I. Joe, zamiast toczenia 20-minutowego boju z lokalsami), a potem autobusowa przeprawa przez gory - do Nepalu.
















niedziela, 16 października 2011
Varanasi
Autor:
Asia
o
02:21
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz