Po zakonczeniu naszej "pielgrzymki" do Varanasi udalismy sie na dworzec klejowy, by kontynuowac nasza podroz z Indian Railways. Pociag, ktory mial wyruszyc o godz. 0:40 czasu lokalnego, zjawil sie na peronie o godzinie 2:10. Wiedzielismy juz co czeka nas z wagonie Sleeper Class, dlatego tym razem szybko uporalismy sie z odzyskiwaniem naszych miejsc lezacych i ruszylismy w trase do Gorakpuru - "miasta, w ktorym nie ma nic ciekawego" - jak glosi nasz przewodnik ksiazkowy ;) Poniewaz nasz przewodnik do tej pory nas jeszcze nie zawiodl, prosto z dworca kolejowego w Gorakpurze przetransportowalismy sie na dworzec autobusowy, gdzie dalismy sie zapakowac (razem z czterema Hindusami na przednim siedzeniu i nepalska rodzinka w liczbie ok 6 osob), do malo wygodnego Jeepa.
Ruszylismy w strone granicy z Nepalem! Po kilku godzinach w super-scisku znalezlismy sie w niewielkiej miescinie, gdzie udalismy sie do "urzedu imigracyjnego", na ktory skladal sie stol, 3 krzesla i trzech starszych wiekiem Hindusow. Po wypelnieniu sterty papierkow moglismy legalnie opuscic Indie. 
Tuz za granica kolejny urzad imigracyjny, znowu sterta papierkow, a na koniec nowa wiza w paszporcie! Jezeli chodzi o Indie, zostalismy juz mistrzami targowania, natomiast okazalo sie, ze w Nepalu nie jest tak znowu latwo. Miejscowi wymyslili sobie zmowe cenowa i nikt nie chcial zejsc z ceny za busa. Nie dalismy sie zmowie i po ok pol godziny mielismy fure za polowe wyjsciowej ceny. Nie byla to jednak najbardziej komfortowa nasza podroz ever, poza tym, przez pierwsze pol godziny jazdy nie bylo widac zadnych gor, a to przeciez Nepal! Jednak, kiedy wjechalismy wreszcie na tereny wyzynne, wszelkie niewygody podrozy zrekompensowaly nam przepiekne widoki! Osniezne szczyty, pola ryzowe, bananowce, ... 

Po zmroku dojechalismy do Katmandu, gdzie w hotelu po raz pierwszy od poczatku wyprawy mielismy ciepla wode (moze nie goraca, ale nie mozna miec od razu wszystkiego ;) Rano ruszylismy na zwiedzanie stolicy, ktora ze swoja liczba mieszkancow - 600 tys, wydala sie wioska przy 20 milionowym Delhi. Poniewaz Dominika dopadla straszliwa choroba turystow, ten dzien spedzilismy raczej spokojnie, zwiedzajac Plac Durbar oraz okoliczne bazary z nepalskim rekodzielem, doskonalac umiejnosci targowania. 


Nepal generalnie okazal sie bardzo fajnym miejscem - znacznie czystszym i spokojniejszym niz Indie. Wprawdzie kierowcy, podobie jak w Indiach naduzuywaja tu klaksonow, ale za to nikt nie chce sobie z nami robic zdjec i nie wciskaja nam na sile rzeczy, ktorych nie potrzebujemy. Nastepnie - tym razem odpowiednikiem naszego PKS'u, ruszylismy do Pokhary, po drodze zatrzymujac sie w Manakamarze, miejscu, gdzie na szczycie gory stoi swiatynia, w ktorej ludzie skladaja krwawe ofiary ze swoich pupili (kozy, koguty itp.) 



Wegetariansko-ateistyczne poglady Karo raczej nie zachecaly jej do wyprawy w to miejsce, ale podczas, gdy czekala sobie na zewnatrz, reszta ekipy obejrzala obcinanie glowy kozla ;/ Potem wybralismy sie na spacer po pobliskiej wiosce i kolejka linowa wrocilismy na dol, po czym ruszylismy w dalsza droge. 



Wieczorem wyladowalismy w Pokharze, ktora znajduje sie nad duzym jeziorem w otoczeniu gor i generalnie jest przeuroczo :) Znalezlismy swietne miejsce do spania- mamy 3 male domki - 1 dla Asi i Dominika i po jednym dla Karo i dla Kuby. Jest goooraca woda, czysta lazienka i widok na jezioro, jestesmy w niebie!


Dzisiaj wypozyczylismy sobie motory i skutery, bo glupio nie skrzystac z okazji, kiedy mozna je wypozyczyc bez posiadania prawa jazdy na motor :D Objechalismy prawie cale jezioro i okolice, a jutro, jesli uda nam sie zwlec z naszych czystych wygodnych lozek, wybierzemy sie na wycieczke motorowa obejrzec wschod slonca! Mamy w planach zaliczyc tez rafting i lot paralotnia, a co, raz sie zyje!




PS. Dla zdrowia codziennie popijamy przywieziona z Indii wode z Gangesu ;D
(spokojnie, oczywiscie przez rurke, boimy sie brudnej szyjki butelki)
sobota, 22 października 2011
Nepal
Autor:
Asia
o
06:40
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz